O autorze
Byłam (jestem, bo to nie tylko zawód) dziennikarką, głównie gadającą w Programie III Polskiego Radia na tematy społeczne, polityczne i gospodarcze. Prowadziłam też przez osiem lat autorski magazyn motoryzacyjny „Wrzuć Trójkę”, a kontakt z działami public relations koncernów samochodowych zaowocował zainteresowaniem tą właśnie dziedziną. Pod koniec lat 90-tych współtworzyłam podyplomowe studia public relations oraz zaczęłam prowadzić szkolenia z zakresu komunikacji medialnej, biznesowej, PR, głównie dla kadry menedżerskiej. Prawie trzy lata zarządzałam średniej wielkości agencją „piarową”. Napisałam książkę „Pogadaj z głową”, w której ludzie o ciekawych biografiach mówią o zmianach w swoim życiu, jak sobie dawali radę z wyborami, decyzjami, czego się obawiali, na co stawiali. Spotkanie z nimi było jak zastrzyk energii…szkoda, że dwojga z nich już nie ma… Teraz, oprócz doradzania i szkoleń, piszę e-booki o tematyce zawodowej: „Ile kosztuje reputacja?” oraz (w przygotowaniu) „Dlaczego te media są takie okropne?” zapraszam na moją stronę http://www.nurkiewicz.pl/

Pożegnanie Pana Andrzeja Turskiego, 7 stycznia 2014

Andrzej Turski nie pozwoliłby na ukazanie się takiego materiału w programach, którymi kierował, jaki napisali o nim niby dziennikarze, niby niezależni, niby niepokorni. Tacy jacyś niby…

Kazałby sprawdzić u źródła, zapytałby, dlaczego nie ma wypowiedzi drugiej, przeciwnej strony, nakazałby to uzupełnić i w dodatku spokojnie wyjaśniłby autorowi dlaczego ma to zrobić. Byłam dzisiaj na Mszy Żałobnej, żegnającej Go, ale na szczęście nie było to pompatyczne i smutne – dzięki jego córce, Urszuli, która powiedziała, że był spełnionym człowiekiem, że nie chciałby tutaj żadnych smutasów, że w wielu dziedzinach osiągnął sukces. Sukces. Magiczne słowo w rzeczywistości współczesnego świata. Nie tylko wyjątkowy głos, nie tylko dużo wiedzy, znajomości mediów, nie tylko ogromne zaangażowanie. Dla Niego był to też szacunek dla ludzi, dla praktykanta i ważnego, poważnego dziennikarza, dla szefa i podwładnego, niezależnie, kto w Polsce rządził. Bardzo żałuję, że tak krótko był moim szefem, pierwszym szefem, może moje życie zawodowe potoczyłoby się inaczej… Nie tylko nie zaszkodził nikomu, ale pomagał i wspierał wielu. Miał też szczęście prywatnie, bo Jego żoną była Pani Zofia, naprawdę wyjątkowa osoba, korzystałam z Jej porad w wyborze okularów, a każdy krótkowidz wie jak trudno znaleźć kogoś, kto pomoże…



Nie zawaham się powiedzieć, że te standardy umierają, odchodzą w niepamięć, są lekceważone, obśmiewane. Nawet Jego wychowankowie już walczyli łokciami, a nie kompetencjami o zaistnienie w mediach, o pozycję, o wyrobienie sobie nazwiska. A i teraz nerwowo śledzą słupki, zamiast zastanowić się, jakie skutki przyniesie to, co pokazują.

Panie Andrzeju – tylko raz, przez pomyłkę ośmieliłam się powiedzieć do Pana po imieniu – może wybrał Pan najlepszy czas na odejście, żeby nie widzieć tego zjazdu po równi pochyłej polskiego dziennikarstwa…
Trwa ładowanie komentarzy...