No i zatrzęsło światem blogerów modowych

Aż chce się powiedzieć: uderz w stół, a nożyce się odezwą. Po prześmiewczym materiale Filipa Chajzera, który rozchodzi się po sieci jak ciepłe bułeczki (dla młodszych: za komuny trudno było o świeże, w dodatku ciepłe pieczywo), blogerzy dali powszechny odpór i to niezależnie czy zajmują się modą czy też nie.

Dziennikarz podczas Warsaw Fashion Weekend przepytał ludzi, którzy tam się pojawili o kolekcje takich tuzów mody jak Helmut Kohl czy Jan Kloss. Tu muszę wyrazić pełne uznanie dla Chajzera za opanowanie wyrazu twarzy, bo mnie się nie udało. Umierałam ze śmiechu oglądając te pełne skupienia i powagi miny, a te cudne określenie typu: „nie jestem wielbicielem jego stylu” albo „w detalach to nawet coś pokazał” są kwintesencją medialnej nowomowy.

I odezwały się nożyce, czyli blogerzy modowi i nie tylko z wyrazami oburzenia, że dziennikarz nie pytał wcale znanych blogerów, tylko nie wiadomo kogo (ciekawe kto w takim razie tych ludzi tam zaprosił, poleciałabym po premii odpowiedzialnej za to osoby), że przecież młodzi mogą nie wiedzieć kto to był Kohl (nie muszą, prawda, ale muszą wiedzieć, że nie ma takiego projektanta, skoro zajmują się modą), że żaden z rozmówców nie był podpisany nazwiskiem i blogiem (tu zgoda, tego zabrakło, ale to znowu pytanie do organizatorów: kogo zaprosili?), a na początku materiału dziennikarz mówi o wystylizowanych blogerach, vlogerach, modelkach…

Ludzie, o co strzępicie klawiatury? Ten, kto dobrze robi swoją robotę, jest fachowcem, ma uznanie i powodzenie czytelników i sieciowych oglądaczy, ten może spać spokojnie. Tu nie o to chodzi. Ten materiał obnaża mizerię i lanserstwo, nawet nie świata mody, bo to taka sama dziedzina współczesności jak każda inna, ale światka szołbiznesiku pełnego pustostanów w głowach. I mediów, które bez refleksji nagłaśniają ten pustostan. Nie tylko w tym światku.
Trwa ładowanie komentarzy...