Samym rzyganiem tęczą nie da się zbudować wizerunku wyrazistego blogera

To zdanie jest wyjęte z wypowiedzi znanego blogera Kominka. Wyraziste, soczyste, zapadające w pamięć. I dalej:

"Nigdy nie przeginałem, ale pozwalam, by opinia o tym, jaki byłem kiedyś straszny, rozchodziła się. To buduje moją legendę. Prawda jest taka, że moje dzisiejsze, nazwijmy to, łagodne teksty różnią się od tych archiwalnych tylko jednym - nie ma w nich wulgaryzmów i cycków. Oczywiście od czasu do czasu muszę lekko przegiąć pałę, np. biorąc w obronę jakąś mamę Madzi, która - szczerze mówiąc - wisi mi i powiewa, bo samym rzyganiem tęczą nie da się zbudować wizerunku wyrazistego blogera" - tyle cytat z wywiadu znanego blogera Kominka dla Wirtualnych Mediów.



Zrobiło mi się smutno. Pomyślałam sobie, że wszystko, co obecnie można przeczytać czy obejrzeć jest kłamstwem, że jesteśmy, my odbiorcy, przedmiotem nieustannych manipulacji, jak marionetki pociągane za sznurki mamy klikać, lajkować i równie brutalnie jak chcą autorzy wypisywać komentarze pod ich tfu-rczością. Jasne, że trzeba znaleźć sposób na wybicie się, na zdobycie popularności, zauważalności, żeby docierać ze swoim przekazem do ludzi. Ale czy w naszym kraju jest to jedyny sposób? Jeszcze te wulgaryzmy i cycki jakoś rozumiem, jednym się to podoba, bo to ich bajka, innych zbrzydzi, ale zainteresuje, więc też zostaną.

Natomiast podejmowanie tematów, które „wiszą i powiewają”, w dodatku nie są zgodne z przekonaniami autora, toż to czysta manipulacja! I jeszcze autor chwali się tym… Czy wiarygodność już się nie liczy?

Celem nie może być zdobycie sławy, dla samej sławy i zarabiania pieniędzy, jeśli… I tu zastanowiłam się nad tym co piszę, bo niby dlaczego nie może być? Jest sukces? Jest. Jest kasa? Jest. Dobrze jest. I kto kogo tu ocenia, jakaś nieznana prawie nikomu ( z wyjątkiem najbliższych:) była dziennikarzyna (określenie blogera z wywiadu), piarowiec i nauczycielka dorosłych. Kominek wyraźnie mówi, że sama pasja i bycie znawcą w jakiejś dziedzinie nie wystarczy, by osiągnąć sukces w pisaniu bloga. Trzeba się przebić, a żeby się przebić trzeba być wyrazistym, czytaj: wulgarnym, seksistowskim lub manipulującym.

No właśnie, sukces – jeśli mierzyć go liczbą czytelników i dochodów, to niewątpliwie ma rację. Tylko, czy dla każdego jest to sukces, i czy można go osiągać wyłącznie poprzez używanie z wyrachowaniem wulgaryzmów, cycków i kontrowersyjnym pisaniem niezgodnie z własnym przekonaniem? Czym w takim razie taki bloger różni się od dziennikarzyny (określenie blogera z wywiadu), który tkwi w maszynerii redakcji i według niego musi przekazywać, to czego chcą jego szefowie, w taki sposób, jakiego sobie życzą? Chyba jedynie tym, że bloger sam sobie dobiera tematy do manipulowania i stosuje więcej słów, uważanych powszechnie za niestosowne.

Jeśli tak jest, to w jednym zgadzam się z blogerem Kominkiem, ludzie zbyt rzadko używają głowy. Posłużę się znowu cytatem: "Zawsze potrafiłem grać na emocjach, a że większość społeczeństwa nie grzeszy inteligencją, to nie miałem problemu z osiągnięciem celu, jakim było wybicie się. Zajęło mi to kilka miesięcy".

PS. Zapewne wywołam uśmiech pod nosem blogera Kominka, jeśli przeczyta, to co napisałam, bo zawsze tak reaguje, gdy tysiące ludzi piszą co o nim myślą. Jednak poproszę w takim razie o czytanie ze zrozumieniem: nie wypowiadam się o blogrze Kominku, bo nie znam człowieka, na zdjęciu wygląda nawet fajnie. Odniosłam się TYLKO do niektórych myśli, które sformułował podczas wywiadu.
Trwa ładowanie komentarzy...