Posłowie na kolonii

Obejrzałam sobie zdjęcia i filmik z partyjnego zjazdu Prawa i Sprawiedliwości. Dawno tak się nie uśmiałam. To był gorzki śmiech

Poziom zabawy gimnazjalno-licealny. Tak się zachowują młodziaki, które chcą udawać dorosłych twardzieli i to już jest samo w sobie śmieszne. I zapewne różne posiedzenia i zjazdy innych polskich partii politycznych wyglądają podobnie. I cóż, że za nasze pieniądze? I cóż, że są to wybrańcy narodu do zarządzania państwem? I cóż, że podejmują decyzje dotyczące obywateli tego państwa? Ano NIC. To nic dla nich nie znaczy, a raczej znaczy o tyle, o ile może zapewnić im angaż na następne cztery lata.
Niewątpliwie posłowie i działacze PiS bardzo się w ciągu dnia napracowali, jeździli po wsiach i miasteczkach, spotykali się z ludźmi, wygłaszali poważne zdania, odpowiadali na niewątpliwie poważne pytania wyborców, przybierali poważne, zatroskane miny. Tak jak Jarosław Gowin, z namaszczeniem i zatroskaniem o dobro naszej Ojczyzny, przez duże „O”. Później wracają do domów albo hoteli, wieczorem myją zęby przed lustrem, patrzą sobie w oczy i są sami ze sobą. Toż to można popaść w rozdwojenie jaźni! Trzeba odreagować, każdy to zrozumie. Chyba że są jak profesjonalni aktorzy, wcielają się w rolę, odgrywają ją najlepiej jak potrafią, a ich osobowość pozostaje nienaruszona.
Nie miałam okazji dłużej mieszkać w innym demokratycznym kraju, więc nie mogę porównać naszych polityków do standardów działań gdzie indziej. Wiem tyle, ile znajdę w przekazach medialnych. Łatwo nam się śmiać z Berlusconiego, jego bunga-bunga i mówić, że Włosi sami sobie zgotowali ten los. Pytanie jest jedno: jaki mieli wybór? Jeśli taki, jak my, to trudno mieć do nich pretensje.
A poseł Adam Hofman będzie teraz pozywał tygodnik „Wprost” – ciekawe o czym myślał (jeśli w ogóle myślał) podczas tych zabaw, bo przecież był świadom, że jest i nagrywany, i fotografowany? A może o to chodziło?
Trwa ładowanie komentarzy...