O autorze
Byłam (jestem, bo to nie tylko zawód) dziennikarką, głównie gadającą w Programie III Polskiego Radia na tematy społeczne, polityczne i gospodarcze. Prowadziłam też przez osiem lat autorski magazyn motoryzacyjny „Wrzuć Trójkę”, a kontakt z działami public relations koncernów samochodowych zaowocował zainteresowaniem tą właśnie dziedziną. Pod koniec lat 90-tych współtworzyłam podyplomowe studia public relations oraz zaczęłam prowadzić szkolenia z zakresu komunikacji medialnej, biznesowej, PR, głównie dla kadry menedżerskiej. Prawie trzy lata zarządzałam średniej wielkości agencją „piarową”. Napisałam książkę „Pogadaj z głową”, w której ludzie o ciekawych biografiach mówią o zmianach w swoim życiu, jak sobie dawali radę z wyborami, decyzjami, czego się obawiali, na co stawiali. Spotkanie z nimi było jak zastrzyk energii…szkoda, że dwojga z nich już nie ma… Teraz, oprócz doradzania i szkoleń, piszę e-booki o tematyce zawodowej: „Ile kosztuje reputacja?” oraz (w przygotowaniu) „Dlaczego te media są takie okropne?” zapraszam na moją stronę http://www.nurkiewicz.pl/

Żyjemy w POlsce czy w Polsce?

Akcja „Orzeł może” w dniu flagi. Już rzut oka na różne dyskusje i wpisy internetowe potwierdza słuszność takich przedsięwzięć. Chociaż tym, którzy mają taki pomysł na życie, żeby być niezadowolonym ze wszystkiego co się im wydarza i chodzić z nieszczęśliwą miną skrzywdzonego dziecka, nawet wygrana w Totka nie pomoże.

Pierwszy przykład. Ktoś wrzucił na FB artykuł ze słupskiej gazety o europośle z ich regionu, który w rankingu opracowanym przez niezależny portal internetowy Votewatch.eu jest najlepszym polskim euro parlamentarzystą i jednocześnie najbardziej wpływowym. Informacja krótka, bez „achów” i „ochów”. Zerknęłam na wpisy, a tam samo ponuractwo i w dodatku nie na temat: a to o raporcie Millera, a to o tym, że w POlsce nie można prawdy mówić, a to podważające dane z cytowanego raportu, ewentualnie postponujące samą osobę Jana Kozłowskiego (te akurat na temat). Tak naprawdę dopiero z tych komentarzy dowiedziałam się, że wyróżniający się poseł jest z PO, bo w tekście nie było o tym mowy. A słowa jak kamienie, zapadają w człowieka, im cięższe, tym trudniej się otrząsnąć z tego ich ciężaru…



I druga refleksja. Od kilku dni zauważyłam, że pojawiły się w sieci różne żarty, mniej lub bardziej wybredne, na temat tej akcji. Nie byłoby w tym nic złego, w końcu złośliwość to cecha ludzi inteligentnych, gdyby nie to, że cały czas jest to gra na jednej nucie, powiem umownie, smoleńskiej. A chodzi mi o to, że nasze państwo ma swoje symbole i urzędy, które również określają jego tożsamość. Orzeł powiewa na naszych flagach, a urząd prezydencki zajmuje głowa państwa, niezależnie od tego, której partii przedstawiciel tam zasiada. Nie podoba mi się porównywanie orła z flagi do świni (nie mam nic przeciw tym sympatycznym skądinąd zwierzakom, ale kontekst i komentarze są jasne), tak jak nie podobało mi się naigrywanie się z prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a teraz z Bronisława Komorowskiego.

Jeśli my sami nie będziemy szanować miejsca, w którym żyjemy, to kto za nas to zrobi? Sąsiedzi?

I jeszcze jedno zdanie, choć moje intencje są jasne, ale pisząc tutaj nauczyłam się, że trzeba stawiać wyraźną kropkę nad "i" - nie zachęcam do bezkrytycznego przyjmowania rzeczywistości, nie wyrażam tu bałwochwalczego podziwu dla rządzącej partii, uważam, że należy naprawiać to, co jest do naprawienia. Jednak widzę też wiele powodów do dumy.
Trwa ładowanie komentarzy...