I druga refleksja. Od kilku dni zauważyłam, że pojawiły się w sieci różne żarty, mniej lub bardziej wybredne, na temat tej akcji. Nie byłoby w tym nic złego, w końcu złośliwość to cecha ludzi inteligentnych, gdyby nie to, że cały czas jest to gra na jednej nucie, powiem umownie, smoleńskiej. A chodzi mi o to, że nasze państwo ma swoje symbole i urzędy, które również określają jego tożsamość. Orzeł powiewa na naszych flagach, a urząd prezydencki zajmuje głowa państwa, niezależnie od tego, której partii przedstawiciel tam zasiada. Nie podoba mi się porównywanie orła z flagi do świni (nie mam nic przeciw tym sympatycznym skądinąd zwierzakom, ale kontekst i komentarze są jasne), tak jak nie podobało mi się naigrywanie się z prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a teraz z Bronisława Komorowskiego.
Jeśli my sami nie będziemy szanować miejsca, w którym żyjemy, to kto za nas to zrobi? Sąsiedzi?
I jeszcze jedno zdanie, choć moje intencje są jasne, ale pisząc tutaj nauczyłam się, że trzeba stawiać wyraźną kropkę nad "i" - nie zachęcam do bezkrytycznego przyjmowania rzeczywistości, nie wyrażam tu bałwochwalczego podziwu dla rządzącej partii, uważam, że należy naprawiać to, co jest do naprawienia. Jednak widzę też wiele powodów do dumy.
