Jak więc jest z ta sektą? Z wikipedii dowiadujemy się: „Zdaniem socjolog E. Baker, sekty odróżnia od Kościoła to, iż hierarchia kościelna jest wynikiem długiego procesu instytucjonalizacji, podczas gdy w sektach wytwarza się ona dzięki silnej charyzmie przywódcy sekty, często założyciela. Najczęściej struktura hierarchiczna w sektach jest płaska, ze względu na stosunkowo małą liczebność członków.”Myślę, że raczej nie można uznać przeciwników koncepcji zamachu za sektę. Nie mają charyzmatycznego przywódcy, jest ich kilkadziesiąt milionów i nie walczą z Kościołem Katolickim. Tak sobie tylko, dzielnie zmagając się z codziennością, uważają, nie obarczając nikogo swoim zdaniem i nie podporządkowując swojego życia temu, co wydarzyło się 10.04.2010 roku. Zwolennicy koncepcji zamachu też nie bardzo spełniają te wymogi, choć mają charyzmatycznego przywódcę i płaską strukturę, ale z Kościołem Katolickim raczej im po drodze.
Natomiast psychologowie – również podaję za Wikipedią – „ ostrzegają, iż efektem nieprzemyślanego uczestnictwa w działalności sekty, zamiast rozwoju, może się stać destrukcja osobowości, przejawiająca się w zniszczeniu dotychczasowych cech osoby, jej funkcji w rodzinie i społeczeństwie. Oznakami destrukcji osoby uczestniczącej w takiej działalności może być gwałtowna zmiana wyznawanych przez daną osobę wartości, obniżenie potencjału i elastyczności umysłowej oraz zachowanie przejawiające się posługiwaniem się ustalonymi stereotypami reakcji psychicznych”. Szalenie podoba mi się to „obniżenie potencjału i elastyczności umysłowej”, bo znakomicie może działać w obie strony, czego dowód mamy w przytoczonej wypowiedzi pana rzecznika PiS-u. Zdecydowana większość narodu puka się w głowę słysząc rewelacje Antoniego Macierewicza, uważając, że wykazuje powyższe objawy, a płaska w strukturze mniejszość najchętniej używa określenia mordercy.
A ja mam pretensję do strony rządowej, że zlekceważyła rzetelne informowanie o śledztwie, a do Jarosława Kaczyńskiego, że rozgrywa (nie wiem czy cynicznie, czy emocjonalnie) tragedię, jaką niewątpliwie była ta katastrofa. I mamy sytuację, dla której nie ma sensownego rozwiązania. I końca.
