Wprawdzie Facebook jest w założeniu siecią prywatnych kontaktów, ale czasami działa jak kula śnieżna – ktoś ze znajomych (a bywa, że nie bardzo wiemy kto zacz) udostępni naszą myśl, ten puści dalej i mamy sprawę Ewy Wójciak. Nazywanie kogokolwiek ch… jest wulgarne, ale niech podniosą rękę ci, którzy nigdy nikogo nie określili tym słowem w prywatnych rozmowach? Jeśli tacy są, to tylko oni mogą coś w tej sprawie powiedzieć. Natomiast robienie rozgłosu przez media w kwestii ch…, to nic innego jak napędzanie jałowego konfliktu. Bo papież zapewne nawet nie wie, że jakaś dyrektor jakiegoś teatru w jakimś mieście gdzieś tam użyła wobec niego wulgarnego słowa. A jeśli ktoś mu doniósł, to pewnie ma to gdzieś… To tutaj, w kraju nad Wisłą, jesteśmy bardziej papiescy od papieża i dlatego prezydent miasta Poznań musiał ukarać Ewę Wójciak naganą, co jest i tak dość łagodne w porównaniu z tym, co chcieli jej zrobić anonimowi internauci. Przynajmniej się dowiedzieli, że istnieje Teatr Ósmego Dnia.
I wreszcie ostatnia refleksja, trudna do zrozumienia, ale bardzo prosta: nikt z nas nie ma prawa etykietować nikogo. Stąd biorą się stereotypy, wrogość, poczucie zagrożenia, chęć ataku, brak widzenia osoby w kimś, kto ma inne zdanie, brak szacunku. Wyrażać swoją opinię? Proszę bardzo, żyjemy w wolnym kraju. Przypinać etykiety, zwłaszcza wulgarne? NIE.
