Kwestia wyboru

Usłyszałam od znajomej: za komuny żyło się spokojniej. Gdy popatrzyłam na nią powątpiewająco i zaprotestowałam słownie, usłyszałam: ci, którzy chcieli żyć spokojnie, mogli to zrobić – to była kwestia wyboru.

Była to teza do opinii, że teraz , we współczesnej Polsce nie można żyć spokojnie, nie ma wyboru. I wtedy przypomniały mi się różne historie, nie tylko rodzinne, Kiedy to ludzie chcieli żyć spokojnie, ale mimo swojej woli zostali wkręceni w jakieś zamieszanie. I to wcale nie mam na myśli uczestniczenia w opozycji i podziemiu, bo taki wybór z góry zakładał brak spokoju. A to zdolny, młody naukowiec-lekarz traci swój zespół i spektakularne wyniki, bo trzeba było zrobić miejsce synowi partyjnego prominenta, a inny lekarz na dyżurach w pogotowiu pisze doktorat i robi specjalizację, bo nie był partyjny i nie było dla niego etatu. Albo historia koleżanki, która odrysowała ulotkę opozycyjną, bo chciała pokazać ją znajomemu i wylądowała w Pałacu Mostowskich, a ubecki cień łaził za nią pół roku, nawet w końcu zaproponowali jej współpracę – pewnie teraz, gdyby piastowała jakieś publiczne stanowiska, to IPN udowadniałby, że była TW. Na szczęście żyje spokojnie, urządzając ludziom ogrody. Albo dziennikarz, zajmujący się muzyką, nie zostaje pozytywnie zweryfikowany w stanie wojennym i przez dekadę jeździ „na taksówce”, albo znany satyryk, choć partyjny, ale głośno wyrażający swoją opinię, krytyczną wobec władz, ląduje na bruku, bez środków do życia. A aktorzy, którzy po ’81 nie chcieli występować w telewizji, przecież teoretycznie każdy może decydować, a jakim przedsięwzięciu artystycznym bierze udział, prawda?
Teraz każdy może występować tam, gdzie chce, brać udział w tym, co mu odpowiada, angażować się lub nie w życie publiczne. Przeogromne możliwości i tylko jeden szkopuł: sam bierzesz odpowiedzialność za to, co robisz.
Trwa ładowanie komentarzy...